Drukuj
Odsłony: 1524
 
 
W latach 60. XXIII wieku loty międzygwiezdne stały się rutynowymi podróżami, a ludzkość pokusiła się o przekraczanie ostatecznej granicy – kosmosu. Niezaspokojona ciekawość pchała nas dalej i dalej w celu odpowiedzi na pytanie, które zadajemy sobie od pierwszego spojrzenia w rozgwieżdżone niebo: czy jesteśmy sami? Poszukiwanie jakiegokolwiek życia przez dziesięciolecia nie przynosiło oczekiwanego rezultatu. Pierwszym celem był Mars, jednak w latach 20. XXI wieku oczy świata skierowały się na Wenus i księżyce Jowisza. Sondy kosmiczne i misje załogowe dokładnie zbadały owe ciała niebieskie; jednak jedynym, co udawało nam się napotkać, były jałowe pustynie. Tysiące porażek sprawiały, że każda kolejna próba stawała się coraz śmielsza, a ręka ludzka sięgała coraz dalej. Największy w historii gatunku projekt naukowy wyniósł nas prawie 40 lat świetlnych od domu, w kierunku układu TRAPPIST-1, który stanowił najbardziej obiecujący punkt dla poszukiwania obcego życia. Jako wykształconemu badaczowi zostało Ci przydzielone kluczowe zadanie w tej misji – masz nadzorować pobieranie próbek, badanie powierzchni planety i – w co wierzy pozostawiona na Ziemi reszta ludzkości – dokładna analizę odnalezionego tam życia. Misja nie przebiega jednak bez komplikacji, a pierwszej katastrofy udaje się uniknąć już w trakcie zbliżania się do układu…
 
W tym momencie zaczyna się fabuła jedynej w swoim rodzaju gry paragrafowej, gdzie Ty jesteś bohaterem. Czeka Cię odwiedzenie niesamowitych miejsc i zgłębianie ewolucji spekulatywnej. Czy uda Ci się odnaleźć życie? Jak bardzo niebezpieczna będzie to podróż? Jakie jeszcze tajemnice kryją obce światy? Wielowątkowe poznawanie tematu przy pomocy zagadnień z zakresu nauk biologicznych, chemicznych i fizycznych pozwoli Ci nie tylko wczuć się w sytuację członka pionierskiej misji, ale także poznać najbardziej niezwykłe zasady rządzące światem ożywionym.

Czas pokładowy: 12:37 – początek misji

Sztywno napięty płat żagla słonecznego skrzył się w ciepłym świetle układu, który na mapach nieba w bazach Międzynarodowej Agencji Lotów Międzygwiezdnych oznaczony był jako TRAPPIS-1. Dźwięk wydawany przez przeciążone elementy szkieletu nie miał możliwości roznieść się w próżni kosmosu i dotrzeć do uszu obudzonej części załogi. Zaraz za płonącą na złoto ścianą żagla, o ogromie odpowiadającym powierzchni obszarów metropolitalnych miast na Starej Europie, wlókł się, trzymany jak pies na smyczy, biały niczym azotowy śnieg kadłub okrętu „Viatorem”. Na zewnętrznych pierścieniach pracował już zespół odpowiedzialny za umieszczenie statku na odpowiedniej orbicie. Komputer pokładowy obudził ich w chwili wejścia maszyny w przestrzeń heliosfery układu. Wstrząs wywołany przekroczeniem powierzchni tak zwanego „szoku końcowego” nieznacznie naderwał zewnętrzną krawędź żagla, jednak uszkodzenia tego typu zostały przewidziane w programie misji. W centralnej części okrętu, pozbawionej sztucznej grawitacji, którą zapewniał ruch obrotowy pierścieni, znajdowały się główne bloki maszynowe, systemy podtrzymywania życia, niewielkie elektrownie i mostek. Właśnie w tym miejscu zbierała się elita kierująca każdą sekcją okrętu i planowanymi misjami naziemnymi. Gdy wszyscy unosili się na środku okrągłej sali, zaczęto opuszczać osłony antymeteoroidowe chroniące gigantyczne okna przed uszkodzeniami. Po kilku sekundach ich oczom ukazała się czerń kosmosu, w której jak świeca płonęło niewielkie słońce.

– Zajęcie odpowiedniej orbity zajmie nam jeszcze kilkanaście godzin, ale już teraz możecie zacząć przygotowywać odpowiednie sondy. Jak dobrze pójdzie, to wylecą jeszcze przed najbliższym posiłkiem. - powiedział do zebranych naczelny geolog – Wszyscy chcemy jak najszybciej znaleźć się na powierzchni, ale żadne próby lądowania nie dostaną mojego poparcia bez wcześniejszego sprawdzenia gruntu. Obserwacje ze stałej placówki najbliższego układu i przy pomocy satelitów wysłanych tu przez ostatnie lata, pozwoliły jedynie na określenie proponowanego rozmieszczenia stref klimatycznych. Wiemy gdzie jest woda, że istnieją tam jakieś kontynenty i wyspy, jednak budowa geologiczna powierzchni skorupy nie została jeszcze dobrze określona. Mógłbym wyłożyć kilka propozycji odnośnie tego, czego możemy się spodziewać gdy silniki hamulcowe naszych lądowników porządnie przypieką powierzchnie planety, a same okręty swoimi masywnymi cielskami osiądą na tych niezbyt pewnych gruntach. – dłonią wykonał gest zagłębiającego się w wyimaginowaną powierzchnię lądownika – Oczywiście jeszcze nie wybraliśmy właściwego pasa klimatycznego.

– Skoro jesteśmy już wszyscy razem, moglibyśmy ustalić to jak najszybciej. Zapoznanie się z zebranymi materiałami nie powinno trwać przytłaczająco długo. – zadecydował główny astrobiolog.

– Zdecydowanie. – przytaknął mu geolog – W pierwszej kolejności mogą się państwo zapoznać z najlepiej do tej pory skonstruowanym modelem globu.

Nacisnął kilka podświetlonych punktów na ekranie tabletu o wyjątkowo nieporęcznych rozmiarach. Centralnie usytuowane okna ściemniły się, a powietrze przed nimi rozciął blady kształt hologramu. Obracająca się planeta podzielona była na kilka stref, które dla wyróżnienia zaznaczono jaskrawymi kolorami.

– Ustalony skład atmosfery i dosyć wysokie stężenie dwutlenku węgla sugerują, że planetą od tysięcy lat targa efekt cieplarniany. Jest on dużo mniej intensywny niż ten znany części państwu z rodzinnej Ziemi.

Ziemia… na to słowo współcześni ludzie reagują dość skrajnie. Ci starsi ze wzruszeniem w łamiącym się głosie potrafią wspominać ostatnie połaci wiecznie zielonych lasów równikowych czy śnieg wodny, który nie parzył odsłoniętej skóry. Śnieg, który w czasie pory nazywanej zimą, pokrywał miasta i lasy białą pierzyną. Śnieg, który brany w usta pieścił chłodem język i roztopiony łagodnym strumieniem wpadał w gardło. Nie ten azotowy, który był równie piękny co zabójczy. Ani nawet ten amoniakalny znany z lodowych księżyców. Zwykły śnieg wodny, który dla nich stanowił synonim utraconego domu. Młodsze pokolenie znało ów „dom” jedynie z opowieści, a i tak był to zawsze „czyjś dom”. Oni, młodzi, dla których pojęcie granic i barier przestało istnieć, urodzeni i wychowani na statkach latami podróżującymi przez przestrzeń. Dla nich, śniegiem były ostre jak nóż kryształki azotu zestalane w szklanych kapsułach laboratoriów. Dla nich, śniegiem był czarny od pyłu amoniak, który kilometrowym pióropuszem wystrzeliwał w cienkie atmosfery lodowych księżyców. Ich śnieg nie miał nic wspólnego z wodą i przyjemnych uczuciem chłodu, z pierzyną pokrywającą lasy i miasta. Ich śnieg był brudny jak smoła i ostry jak strzaskane szkło. Ich śnieg był dziki jak kosmos i porywczy jak całe młode pokolenie.

– Umownie podzielono planetę na strefy klimatyczne. Przejście może być miejscami bardziej lub mniej łagodne, w zależności od budowy terenu, odległości od oceanów i zjawisk wulkanicznych, ale uproszczenia na potrzeby tego modelu powinny wystarczyć. Wokół równika, na wysokość pięćdziesięciu procent kierunku północnego i sześćdziesięciu procent kierunku południowego rozpościera się pas wypalonych pustyń. Obserwujemy w tym zakresie zbiorniki wodne, jednak prawdopodobnie cechują się one niezwykle wysokim zasoleniem. Nie mam tu na myśli wyłącznie chlorku sodu. Badania przy pomocy lasera pozwoliły na wyodrębnienie takich związków jak arseniany, chlorany, fosforany, manganiany… w skrócie, dosyć pokaźna część tablicy Mendelejewa. – kilka ruchów dłonią po śliskim ekranie tabletu pozwoliły na zmianę prezentowanego przez hologram obrazu – Zdjęcia satelitarne dobrej jakości przedstawiają pokaźne złogi skrystalizowanych soli na brzegach zbiorników. Te ciemne prawdopodobnie składają się w dużej mierze z żelaza utlenionego przez obecność jonów nadchloranowych. W atmosferze niestety nie wykazano obecności tlenu, jednak duża składowa neutralnego azotu i gazów szlachetnych pozwoliły na zminimalizowanie intensywności erozji. Jest to dobra wiadomośc nie tylko dla mojego zespołu, ale taka atmosfera pozwoli nam na poruszanie się po powierzchni w standardowych łazikach i skafandrach. Nie wykazaliśmy obecności gazowych związków siarki i kwasów.

– A jak wygląda sprawa analiz sejsmicznych? Udało się zbadać strukturę głęboką lądów?

– Tak, jednak obserwacje tego typu przy pomocy sond orbitalnych nie są zbyt dokładne. Jedynym, co mogę uznać za pewne, jest obecność dużego podziemnego morza o nieznanym składzie. Magnetorecepcja dowiodła, że jest to roztwór zjonizowany, może woda lub amoniak, jednak nienaturalnie rozwarstwiony. Znajdujemy tam pasma skrajnej gęstości, może pokłady jakiegoś ustalonego przez ciśnienie lodu. Niestety, więcej dowiedzą się państwo za kilka miesięcy po wnikliwych badaniach z powierzchni gruntu.

Hologram wrócił do prezentacji podzielonego na kolorowe pasy globu

– Dalej w kierunkach północnym i południowym znajduje się wąski pas przejściowy. Średnia temperatura i wilgotność w tym regionie jest silnie zależna od dostępności dużych zbiorników wodnych. Waha się prawdopodobnie w przedziale od minus dziesięciu do nawet czterdziestu stopni Celsjusza.

– Coś mi tu nie pasuje! – uniósł się reprezentant zespołu techników – Z zajęć z chemii na Uniwersytecie Marsjańskim pamiętam, że woda ma wzór H₂O. Zbudowana jest więc z wodoru i tlenu. Wielokrotnie wspomina nam pan o zbiornikach wodnych czy wręcz morzach. Skoro więc na planecie jest woda, wiemy to, to czemu do cholery nie ma w atmosferze tlenu?

– Nie potrafimy obecnie dokładnie prześledzić historii planety. Wiemy jednak, że woda na niej obecna jest bardzo stara. Możliwe, że pochodzi nawet z czasów formowania się układu, z pierwotnych planetozymali. Dzięki grubej atmosferze i dosyć wysokiemu ciśnieniu utrzymała się na powierzchni. Tlen w formie wolnej mógł być obecny w przeszłości. Proszę jednak pamiętać, że gaz ten jest niezwykle reaktywny. Wykazaliśmy obecność na powierzchni stałych związków żelaza, azotu i siarki. Możliwe, że pierwiastki te w trwających miliony lat reakcjach pochłonęły cały atmosferyczny tlen, tworząc tlenki i kwasy. Czy więc atmosfera w przeszłości mogła być bogata w tlen? Istnieje taka możliwość. Czy gaz ten znajdziemy w niej obecnie? Absolutnie wykluczone.

– Mamy jednocześnie odpowiedź na inne nurtujące nas pytanie. – powiedział z krzywym uśmiechem astrobiolog – Jeśli tlenu tam nie ma, a gruba atmosfera wyklucza możliwości fotolizy wody, to znaczy też, że nic na planecie obecnie tego gazu nie wytwarza. Sen o pozaziemskiej fotosyntezie właśnie trafił szlag.

Po sali rozniósł się szept. Słowa astrobiologa oczywiście niczego nie przekreślały, ale podawały w wątpliwość wiekopomność tego odkrycia. Wyhamowanie statku i zajęcie orbity geostacjonarnej przebiegło bez zakłóceń. “Viatorem” był najnowocześniejszym przedstawicielem nowej klasy statków międzygwiezdnych. Podzielony na segmenty kadłub mógł być w przestrzeni kosmicznej rozkładany na mniejsze jednostki, z których część została wyposażona w systemy umożliwiające lądowanie na powierzchni planet skalistych wyposażonych w atmosferę. Planowano też dołączyć do układów statków silniki pozwalające sięgać nawet do planet pozbawionych atmosfery, jednak ze względu na specyficzny cel misji - którym było jednoznaczne określenie istnienia życia we wszechświecie - pomysł ten porzucono. Kolejnym etapem był podział załogi na zespoły, których w pierwotnym planie było aż siedem. Dwa z nich – alfa i epsilon – miały dokonywać bezpośrednich badań biologicznych. Zespół alfa został przeszkolony do pracy na powierzchni planety i jego zadaniem ma być odnajdywanie i zbieranie ewentualnych okazów. W pokładowym żargonie nazywa się ich “komandosami”. Zespół epsilon składa się głównie z wykształconych specjalistów z zakresu mikrobiologii, biochemii, botaniki i zoologii. To naukowcy pracujący na pokładzie, na który mają być dostarczane znalezione okazy. Dzięki wyposażonym laboratoriom statku mają oni przeprowadzić wnikliwe analizy anatomii, cytologii (o ile zostaną odkryte jakiekolwiek organizmy o klasycznej budowie komórkowej) i fizjologii. Niewielu specjalistów miało możliwość decyzji przy rozdysponowaniu przydziałów. Ze względu na Twoje dokonania i dwie Nagrody Nobla na koncie rząd organizujący całe przedsięwzięcie pozwolił Ci na wybór zespołu, którym chcesz kierować.
 

Wybieram zespół:

> alfa

 

> epsilon